Historia

Witajcie…

….2017… rozpoczął się równie gwałtownie jak jego poprzednik się zakończył. Wkroczyliśmy do niego z przytupem, jednak nadal to my – Własny Port. We własnej poczwórnej osobie. Kierownik – nasz anioł o szatańskiej urodzie jednakowoż jego gołębia dusza zawsze rekompensuje nam całą surowość na którą się sili. Chmielu – stateczny ojciec i wierny mąż, wzór cnót wszelakich i znakomity przykład do naśladownictwa. Pepek – niesforny basista przeistoczył się w idealne ciało pedagogiczne cięższe o około 1,5 kg. No i Ordak – jak wino, upływające lata służą mu jak wierne psy a zdobyta 40 brzmi godnie…. jednak nadal to my. Nienasyceni muzyki. Żądni kolejnej płyty. Nie przepuścimy żadnej okazji żeby sie zwami spotkać. Jesteśmy tu. Czekamy na was. …

Halo. Halo?? Jesteście tam???? No wiecie co… to my tu czternasty rok a wy w domach przed telewizorem??? Mówimy dość. Zajrzyjcie do nas na fecebooka czy istagrama ale i tak największą nagrodą dla naszych starań jest i zawsze bedzie wasza uśmiechnięta buzia na żywo na koncercie…

wierzymy, że jesteśmy umówieni…. do zobaczenia.

……. A. D.2015 ……
… witamy się ciepło i serdecznie… tymi słowami od jedenastu lat rozpoczynamy każde spotkanie z Wami.. sami nie bardzo wiemy kiedy to przemknęło a przemknęło jak błyskawica…. W rok 2015 weszliśmy z nową płytą, pod wdzięcznym tytułem „Kiedy wracam”. To nasza druga i głęboko wierzymy, że nie ostatnia płyta. Po cichu możemy się pochwalić, że rozpoczynamy coś majstrować przy kolejnych projektach, ale póki co – sza, żeby nie zapeszyć. Są plany, jest zapał i energia i jeśli nadal będziecie nas wspierać swoją sympatią i dobrym słowem to dobrze wiecie, że jest to gotowa recepta na sukces.
Jeśli chodzi o sprawy prywatne to śpieszymy się pochwalić, że dzięki Chmielowi przybyła nam nowa fanka – Jagna z domu Chmiel, Kierownikowi przybyło pięć siwych włosów, dzięki czemu jest coraz bardziej przystojny, Pepek jest nadal na wydaniu, choć już nie do końca, a Ordak stał się rasowym wieśnianinem i uciekł z miasta…. Drodzy nasi zapraszamy na nasze koncerty, spotkania z wami od zawsze są dla nas największą nagrodą i motywacją aby grać dalej…

 

Było to roku pańskiego 2003. W ten wrześniowy wieczór w powietrzu czuć było, że coś się musi wydarzyć. Coś miało sprawić, że życie wielu ludzi już nigdy nie będzie takie samo. Piotrek Gąsiewski, nietuzinkowy gitarzysta, miał pomysł. Dziś już nikt nie pamięta, czemu podzielił się nim z Rafałem Ordakiem, choć nie widzieli się od wielu lat. Grunt, że miesiąc później odbył się pierwszy występ tego bezimiennego duetu. Tydzień po tym wydarzeniu, za sprawą Marcina Kijaka, wiecznie zaspanego basisty, było to już trio.

Narodził się „Własny Port”. Matką chrzestną zespołu została Haneczka Gąsiewska: to ona nadała mu imię. I tak „Własny Port” wkradł się do serc Bydgoszczan koncertując w poniedziałki na Barce (to już historia – obecnie koncerty nie odbywają się), Pub żeglarski Kubryk stał się domem zespołu w każdą środę, a Tawerna co wyrosła przy drodze do Gdańska, przygarnia go pod swoją gościnną strzechę co piątek.

Przyjaciół Własny Port zdobywa wszędzie tam, gdzie się tylko pojawia. Toruń, Swornegacie, Sopot, Mrągowo, Warszawa, Łódź, Wrocław to ciepłe przystanie, gdzie zespół chętnie zawija. Obecny skład powstał dzięki Marcinowi, choć w sposób niezamierzony. Złamanie ręki basisty sprawiło, że w zastępstwie pojawił się przecudnej urody oraz talentu akordeonista – Rafał Chmiel. Po cudownym ozdrowieniu basisty, Chmiel był już na stałe związany z zespołem.

Różnie splatają się ścieżki życia, więc wędrując za chlebem Kijak zamieszkał w odległym grodzie. A że cztery to dobra liczba, jego miejsce zajął niesforny Sebastian Alichniewicz, basista, nazywany przez kolegów Czesiem…

Minęło lat kilka. Dobra Matka Ziemia pchana naszymi oddechami i siłą głosów naszych toczona, wykonała kilka zawrotnych piruetów. Chmiel zmężniał, Kerownik wyprzystojniał jeszcze bardziej (o ile to w ogóle możliwe), a Ordak nic nie schudł (to na pewno niemożliwe). Rzucało Własnym Portem po świecie. I tak zupełnie niezauważenie ktoś włączył rok 2010. Nad niebem oceanów niespokojnych zapłonęła nowa gwiazda Piotr Szczepańczyk – Pepek, basista z jajkiem (jak wiemy, dawniej do zaprawy murarskiej dodawano jajek i Malbork stoi do dziś).

I tak mija kolejna godzina tego stulecia a coś w trawie piszczy, że w tej historii jest jeszcze wiele rozdziałów do napisania. Piszcie je razem z nami. Dla każdego znajdzie się spokojna przystań we Własnym Porcie…